Categories Menu

Opublikowane przez w Codzienność, Obedience, Popularne | 10 komentarzy

Opanowywanie emocji – nie zawsze tylko psa !

Opanowywanie emocji – nie zawsze tylko psa !

 

Czasem wydaje Ci się, że osiągnąłeś już tak wiele w pracy z psem, duma Cię rozpiera, bo niemożliwe staje się możliwym, bo wypracowałeś rzeczy z którymi borykałeś się przez wiele miesięcy. I nagle bach, znowu to samo – zbyt wysokie emocje podczas wykonywanej pracy.

Dzisiejszy trening obi zamiast opierać się na precyzji w ćwiczeniach chodzenia przy nodze, stój z marszu czy aportowania skupił się tylko (i AŻ!) na utrzymaniu odpowiednich emocji mojej suki.
Czyli zacznijmy od początku…

Coma – użytkowy ON-ek, z ogromną chęcią do pracy, szybko pojmujący nowe polecenia i z przyjemnością podejmujący różnorakie wyzwania. Wydawać by się mogło doskonały wręcz „materiał” do ćwiczeń! A jednak ma swoją dużą niedoskonałość – zbyt wysokie pobudzenie w każdej niemal sytuacji. Jej emocje są czasami tak wysokie, że aby pomóc jej, najpierw muszę opanować własne 😉 Jej hiperaktywność to najprawdopodobniej problem związany z układem neurologicznym, ponieważ pomimo ciężkiej pracy i mnóstwa ćwiczeń, zamierzone efekty nie są takie jak być powinny. Oznaczać to może, że problem leży nieco głębiej.

Nie ukrywam, że czasem swoim zachowaniem moja suka doprowadza mnie do szału. Nigdy nie należałam do osób spokojnych, wręcz przeciwnie bardzo szybko można mnie było wyprowadzić z równowagi. Oczywiście praca z ludźmi jako Instruktor Szkolenia wiele u mnie zmieniła, musiałam włączyć u siebie wszelkie pokłady spokoju, opanowani i zrozumienia. Jednak tak naprawdę dopiero Coma sprawiła, że nauczyłam się (i cały czas się uczę) kontrolować własne emocje i co najważniejsze w wielu sytuacjach trzymać nerwy na wodzy! Myślę, że powoli zaczynam godzić się z myślą (po 1,5 roku!), że mam problemowego psa, że cały czas muszę kontrolować każdą niemal sytuację, że przed nami nadal długa droga do sukcesu. Staram się jednak nie poddawać i walczyć o jej stabilność emocjonalną a moją satysfakcję z ogromu wykonanej pracy 🙂

Problem z nadpobudliwością Comy ma miejsce nie tylko na treningach, ale także w życiu codziennym. Praca z nią to tak naprawdę 24 h/dobę. I o ile w codzienności wiele rzeczy mamy już przepracowanych, o tyle praca w miejscach dla niej atrakcyjnych cały czas wymaga wieeeele pracy. Nasze ćwiczenia przede wszystkim opierają się na nagradzaniu najmniejszego nawet pożądanego zachowania, a tym samym nie dopuszczenia do zaprezentowania przez sukę zbyt wysokiego pobudzenia, a także na tzw. samokontroli i jasnych zasadach!

Jak pracujemy w domu?

Coma ma bardzo dużą tendencję do dawania upustu swoim emocjom w jakiejś konkretnej sytuacji poprzez ciągłe piszczenie (uporczywe „gadanie”). To podstawowa rzecz nad którą pracujemy i staramy się eliminować. Tutaj należy podkreślić jak bardzo istotne znaczenie ma moja konsekwencja. Jeśli już doszło do sytuacji w której suka piszczy – zaprzestaję czynności podczas której piszczenie miało miejsce (np. ubieranie butów przy wychodzeniu na spacer) i wyciszam ją za pomocą samokontroli. Jednak tak jak napisałam wcześniej, dążę do tego aby tego typu sytuacje nie miały miejsca i nagradzam za prawidłowe zachowanie, w tym przypadku spokojne czekanie na wyjście.

W domu łatwiej się Comie kontrolować, znane otoczenie, w którym nie ma tak wielu atrakcyjnych dla niej bodźców. Nie zmienia to faktu, że kiedyś te bodźce atrakcyjne były i praca nie była taka prosta!

To co mamy przepracowane to m.in.

  1. spokojne czekanie na jedzenie w klatce/na legowisku – kiedyś w momencie kiedy nasypywałam karmę do miski, była bardzo duża ekscytacja a wraz z nią uporczywe piski, dziś – spokojne czekanie
  2. wychodzenie z mieszkania – kiedyś – wraz z otwarciem drzwi wyrywała się do wyjścia, dziś – siedzi i spokojnie czeka aż drzwi się otworzą, następnie wyczekuje sygnału zwalniającego ‘OK’
  3. czekanie w siadzie aż się ubiorę do wyjścia – kiedyś było trudno uzyskać ‘siad’ nie mówiąc już o niepiszczeniu – czasem zdarza jej się jęknąć, wtedy zaprzestaję ubierania się, stosuję też samokontrolę
  4. spokojne wychodzenie z klatki – kiedyś było to wystrzelenie jak z procy, dziś już jest to zdecydowanie spokojniejsze i w dużo mniejszym pobudzeniu
  5. spokój podczas rozsypywania smaków na podłogę – kiedyś piszczała już przy pierwszym upuszczanym smakołyku, dziś rozsypuję ich mnóstwo i jest w stanie spokojnie wyczekać, aż padnie polecenie zwalniające do podjęcia jedzenia z ziemi

Jak pracujemy na zewnątrz?

Na zewnątrz, stopień pobudzenia suki jest uzależniony od sytuacji. W znanych i nudnych miejscach (o ile takowe istnieją 😉 ) jest już całkiem w porządku, natomiast w znanych i atrakcyjnych miejscach jest jeszcze sporo pracy przed nami, tak samo jak w miejscach nieznanych gdzie pobudzenie związane z efektem nowości też jest na bardzo wysokim poziomie.    20150214_111515

Co mamy przepracowane:

  1. dochodzenie do niektórych atrakcyjnych miejsc na luźnej smyczy – oczywiście nie jest to tak doskonałe jakbym oczekiwała ale mając porównanie jak wyglądała nasza praca na początku, mogę stwierdzić że jest znaczna poprawa – suka już nie piszczy i mocno się kontroluje
  2. rezygnacja z atrakcji na polecenie gdy jest puszczona ze smyczy – czyli rezygnacja z drugiego psa, patyka, zabawki
  3. spokojne siedzenie w bagażniku podczas podróży – kiedyś pobudzenie było tak duże że Coma nie była w stanie posadzić pupy!

Nad czym musimy jeszcze pracować:

  1. nad dochodzeniem na luźnej smyczy do pozostałych miejsc atrakcyjnych
  2. nad spokojniejszym wychodzeniem z bagażnika – potrafi czekać na polecenie zwalniające, ale jej pobudzenie w tej sytuacji jeszcze nie jest takie jakbym chciała
  3. nad przejściami dla pieszych – cały czas ćwiczymy spokojne przechodzenie przez przejścia, ponieważ jak tylko zapala się zielone światło a wraz z nim pojawia się charakterystyczny dźwięk, suka bardzo się pobudza i chce przebiegać przez przejście.
  4. nad bronieniem zasobów w postaci zabawki przed innym psem.

Jak uczyłam niektórych zachowań:

Spokojne czekanie na jedzenie – kiedy nasypywałam karmę do miski i Coma zaczynała piszczeć na chwilę zaprzestawałam sypania i po chwili próbowałam ponownie. Jeśli piszczenie pomimo takiej próby nie ustępowało odkładałam karmę i wychodziłam z kuchni. Wracałam po kilku chwilach i próbowałam ponownie. Jeśli problem piszczenia pojawiał się wraz z kładzeniem miski na podłogę, procedura była podobna: piszczysz – miska nie jest stawiana na podłodze, jesteś spokojna – kładę miskę na podłogę.

Spokojne wychodzenie z mieszkania – suka dostawała polecenie ‘siad’. Gdy otwierałam drzwi i zrywała polecenie – zamykałam drzwi, jeśli do tego dochodziły piski dodatkowo stosowałam samokontrolę lub nagradzanie momentów ciszy. Jeśli pozycja ‘siad’ pomimo otwarcia drzwi była utrzymana ale piski nie ustępowały, zamykałam drzwi i otwierałam w momencie ciszy. Jeśli ten etap był przepracowany, na hasło zwalniające ‘ok’ suka wychodziła z mieszkania.

Obedience to dla mnie przede wszystkim ćwiczenie prawidłowego balansu pomiędzy wyciszeniem a pobudzeniem. W naszym przypadku jest to bardzo trudne jednak wiem, że najważniejsze by moje oczekiwania były adekwatne do pobudzenia oraz stanu umysłu 😉 Comy. Systematyczność działania, moje opanowanie, stopniowe i niewielkie zwiększanie wymagań oraz zapał i chęć to nasz klucz do sukcesu!

I jeszcze kilka słów na koniec. Jeśli jeszcze raz ktoś zapyta mnie jakiego mam psa, i na moją odpowiedź stwierdzi, że owczarki niemieckie to „najprostsza do ułożenia rasa”, podam mu adres tego artykułu 😉

20150131_134306

10 komentarzy

  1. Dzięki za ten wpis 🙂 Dla wszystkich, którzy uważają, że owczarki niemieckie to się praktycznie rodzą wyszkolone…Wiem ile muszę pracować ze swoim, a ludzie patrząc na posłusznego psa nie widzą godzin ćwiczeń, które za tym stoją, ale jak już nie zachowuje się do końca tak jak powinien to przecież wiadomo, że nieszkolony…

  2. Super artykuł

  3. My mamy problem z dochodzeniem w miejsca atrakcyjne, gdzie suczka ciągnie jak szalona. Próbowaliśmy zatrzymywania się , aż się uspokoi lub zawracania w momencie napięcia smyczy. Przy zawracaniu szła grzecznie jednak gdy obracaliśmy się i znowu szliśmy w kierunku celu zaczynało się to samo. Jak ćwiczyć z psem? Czy ma to sens gdy jest podekscytowana?

    • Oczywiście ćwiczenia mają sens, szczególnie gdy suczka jest podekscytowana, w końcu to jest jeden z czynników problemowego zachowania. Nie pisze Pani nic o nagradzaniu prawidłowych emocji, a tym samym odpowiedniego zachowania. Myślę, że w takiej sytuacji smakołyki bardzo by pomogły – w momencie gdy zawracamy i z powrotem próbujemy iść do wyznaczonego celu, nagradzamy psa za prawidłowe zachowanie (w tym przypadku utrzymanie luźnej smyczy). Na początku pracy nagradzanie smakami może być bardzo częste, chodzi nam jednak o utrzymanie prawidłowych emocji podczas dochodzenia do atrakcyjnego miejsca. W dalszych etapach pracy będzie można ograniczać nagradzanie smakołykami. Trudno mi dokładnie napisać co powinna Pani robić nie widząc sytuacji i emocji psa w tym konkretnym momencie, myślę jednak że warto spróbować nagradzać ją za każde najmniejsze nawet prawidłowe zachowanie w momencie dochodzenia do atrakcyjnych miejsc. Zaczęła bym nagradzać już w znacznej odległości od atrakcji, kiedy suczka prezentuje jeszcze spokojne zachowanie.

      • Dziękuję za odpowiedź:) oczywiście prawidłowe zachowanie nagradzamy smaczkami, sunia szybko łapie:) ale jej ulubione miejsce jest jak narkotyk i mimo wszystko nie może wytrzymać:) będziemy mimo wszystko próbować:)

  4. Witam, ciekawy artykuł.
    Po przeczytaniu stwierdzam, iż mam podobną sukę, tylko mniej piszczącą a bardziej wyrywną i skaczącą. Nadpobudliwą i z emocjami trudnymi do opanowania (ćwiczymy już ponad 2 lata różne metody) – wywaliłem kolczatkę i obrożę z wibracjami i zawziąłem się na trening behawioralny. Mam już opanowane chodzenie na smyczy, (używamy kantara, ale myślę nad szelkami). Zostawanie w domu, ekscytację przy jedzeniu i zabawkach, ćwiczymy z różnym skutkiem, wystrzały przez drzwi oraz „wystrzały” agresywne do ludzi lub psów, które się nie spodobają suczce, no i szczekanie na domofon, z tym ostatnim skończyły mi się pomysły, a „wystrzały” na razie różnie bywa, pracujemy nad tym codziennie. Mamy też opanowane wracanie do mnie gdy jest luzem, niestety jak się pojawiają emocje to nie zawsze odpuszcza. Jeśli można pytanie to: jak pracować nad uspokojeniem i tym szczekaniem na domofon?

    Pozdrawiam Marcin i suczka Diuna

  5. Nie wiem jakie metody już Pan wypróbował z domofonem, ale to co mogę zaproponować to wcześniejsze nauczenie psa polecenia przerywającego dane zachowanie (np. „dość”). Na początek zaczęłabym w sytuacji trochę mniej ekscytującej niż sytuacja z domofonem, ale też takiej w której suczka szczeka. Nie wiem czy pracuje Pan z klikerem, ale w sytuacji kiedy pies szczeka wyklikiwałabym momenty ciszy – pies uczy się, że tylko nie szczekanie prowadzi do nagrody. Stopniowo dodawałabym polecenie „dość” i jeśli suka przestaje szczekać, klikamy i nagradzamy smakiem. Oczywiście na początku każdy najmniejszy moment ciszy jest nagradzany, stopniowo zwiększając w późniejszych etapach czas (czyli opóźniając momenty kliku). Docelowo jeśli polecenie „dość” jest wyuczone można zacząć próbować go używać w sytuacji z domofonem, jednak nie robiłabym tego zbyt szybko. Ważne, żeby hasło „dość” było dobrze wyuczone i utrwalone, aby móc go zgeneralizować na inne sytuacje.
    Jeśli nie pracował Pan nigdy z klikerem to trzeba by najpierw nauczyć psa jak wygląda praca z jego pomocą.
    W związku z szelkami (pisał, Pan że zastanawia się nad ich zakupem), we wpisie „Pies ciągnie na smyczy – pomocy!” napisałam opinię na temat szelek typu Easy Walk.
    Pozdrawiam 🙂

  6. Dzień dobry,
    bardzo ciekawy artykuł 🙂 Chciałam zapytać co oznacza „stosowanie samokontroli”, o którym Pani pisze?
    Pozdrawiam

    • Witam 🙂
      Samokontrola oznacza dla psa „utrzymuj daną pozycję do mojego zwolnienia”. Jak sama nazwa wskazuje, pies mam za zadanie sam się kontrolować. Samokontroli uczę przy pomocy smakołyków. Na samym początku nauki daję psu polecenie ‚siad’, następnie na otwartej dłoni pokazuję mu, że mam smakołyki i bez żadnego hasła (typu ‚nie rusz’, ‚nie wolno’) czekam aż przestanie próbować wydobyć jedzenie z mojej ręki. Kiedy odpuści, dostaje owy smakołyk w nagrodę na konkretne hasło (np. ‚możesz’, ‚zjadaj’ itp.) Jeśli pies po kilku takich próbach zrozumiał na czym polega zadanie i że wydarcie karmy z moje ręki „siłą” nie przynosi efektu, przechodzę do wykorzystania tego ćwiczenia w celu utrzymywania/przedłużania danej pozycji/zachowania. Karma na otwartej dłoni ma za zadanie dać psu jasny komunikat – „robisz dobrze, twoja pozycja/zachowanie bardzo mi się podoba, rób tak dalej” 😉 Jeśli dana pozycja mnie satysfakcjonuje to oczywiście na hasło zwalniające pozwalam psu zjeść zasłużoną nagrodę 🙂

  7. Przeczytałam ten wpis z zapartym tchem… ostatnio byłam na fajnym seminarium, na którym poznałam dziewczynę mającą takiego samego owczarka, jak Twój… i po chwili rozmowy poleciła mi Twojego bloga, jak i zachęciła do kontaktu z Tobą, gdyż zachowanie mojego psa i opowieści o nim, bardzo skojarzyły jej się z Twoimi problemami i przeżyciami z Comą… Mój Len ma ok 15 miesięcy i jest białym owczarkiem szwajcarskim… od samego początku mającym problemy z nadpobudliwością i koncentracją… Biegnę czytać resztę Twoich wpisów, bo choć już jest z Lenem trochę lepiej, to jeszcze mnóstwo pracy przed nami… Fajnie, że jesteście :)))
    Pozdrawiam z Krakowa!

Dodaj komentarz