Categories Menu

Opublikowane przez w Obedience | 0 Komentarzy

Gdy emocje już opadną… :)

Gdy emocje już opadną… :)

 

W sobotę 06.05.17. odbyły się I Mega Obedience Rauki Cup, czyli treningowe zawody obedience w Rzeszowie w których miałyśmy przyjemność uczestniczyć. Były to nasze drugie treningowe przebiegi obedniece 🙂 Pierwsze w których wzięłyśmy udział miały miejsce w Kielcach i organizowane były przez klub Maniacs (obecnie Balans Dog Obedneice Team) do którego należymy. Dla przypomnienia w Kielcach zajęłyśmy 4 miejsce co było dla mnie ogromnym sukcesem i dało mi olbrzymiego „kopa” do dalszego rozwijania naszych umiejętności i jeszcze cięższej pracy! Ale dość o zawodach w Kielcach i sukcesach związanych z poprzednimi przebiegami. Chciałam dziś krótko opisać jakich emocji dostarczyły mi zawody w Rzeszowie i jak „porażka” wpłynęła na moje dalsze obediencowe plany. Ale od początku…

W piątek, czyli dzień przed startem miałyśmy jeszcze klubowy trening na którym szlifowałyśmy ostatnie detale przed zawodami i na którym zmieniłyśmy sposób wykonania ćwiczenia – przeszkody. Normalnie przeszkoda ma być pokonana w następujący sposób – pies wraz z przewodnikiem stoi na wprost przeszkody. Na sygnał komisarza przewodnik wysyła psa do skoku, a następnie przywołuje z powrotem (pies również ma za zadanie przeskoczyć przeszkodę). Ponieważ na treningowych zawodach można modyfikować każde ćwiczenie, a przeszkoda nie jest mocną stroną Comy, wraz z Oliwią (naszą trenerką) stwierdziłyśmy, że na zawodach wykonamy to ćwiczenie tak jak wykonuje się go na oficjalnych zawodach klasy 0 w Czechach. Ćwiczenie wygląda wtedy następująco – przewodnik, zostawia psa w pozycji siedzącej przed przeszkodą, obchodzi przeszkodę i zatrzymuje się 2-4 m za nią. Na hasło komisarza, przywołuje psa tak, aby przeskoczył przeszkodę. Zaczęłyśmy co prawda ćwiczyć nowe wykonanie tego zadania właśnie dzień przed zawodami, ale stwierdziłyśmy, że Coma znacznie ładniej i pewniej przeskakuje przeszkodę w ten sposób. Ogólnie piątkowy trening pomimo stresu, który dopadał mnie już wtedy uważam za bardzo udany.

Sobota – pobudka o 5:30, ogarnianie siebie i Comy, spokojny spacer, śniadanie, kawa i ruszamy w trasę. Docieramy szczęśliwie do celu. Na miejscu odbiór pakietu startowego, przywitanie ze znajomymi, szybkie rozpoznanie terenu. Stres, duży stres, mega stres! Następnie odprawa zawodników klasy 0, czyli zapoznanie z ringiem, kolejnością wykonywanych ćwiczeń oraz omówienie ich ewentualnych modyfikacji. Jeszcze większy stres!

Coma – jaka jest każdy wie, a kto nie wiedział to się na miejscu dowiedział 😉 Począwszy od wychodzenia z bagażnika, czyli 10 prób wyjścia bez jęku, no ale ok udało się w końcu, jednak zaraz potem upust emocji jeszcze większy więc już wszyscy zdążyli usłyszeć że najbardziej zwariowany pies dotarł na zawody! 😉 Także krótki spacer na rozładowanie pierwszego napięcia, następnie krążenie wokół ringu, żeby suka poznała trochę teren, dużo zabawy i jak najwięcej pozytywnych emocji. Te jednak były dla mnie bardzo trudne do wydobycia – stres był dla mnie ogromny, a stan emocjonalny Comy jakimś cudem mnie nie zaskoczył, czyli emocje poziom hard! Co również mi nie pomagało. W końcu informacja, że moje wejście już za moment, co wprawiło mnie w jeszcze większy stres, który niestety odbił się na Comie, suka doskonale wiedziała, że w powietrzu wisi jakaś presja. No cóż, nie ma odwrotu, wchodzimy na ring. Widząc, że Coma jest pełna ciekawości związanej z terenem, nowymi ludźmi (sędzia, komisarz), wiedząc że zaczynamy socjalizacją postanowiłam wyjąć piłkę jako motywator do działania ZE MNĄ. Decyzja była dobra, socjalizacja na 9,5 pkt! Gorzej było później, ponieważ po nagrodzeniu jej piłą, miałam trudniej „zebrać ją” na kolejne ćwiczenia. Bardzo się zaczęła rozpraszać, szukać wśród ludzi znajomych twarzy, węszyć itp. Po chwili udało się ją ogarnąć i nawet wydawało mi się że chodzenie na smyczy przy nodze (założeniem było zrobienie 10 kroków) całkiem nieźle nam wyszło (jak na jej możliwości) jednak sędzina dała nam 0 pkt. Następne było przywołanie i zmiany pozycji, za oba ćwiczenia Coma dostała po 10 pkt 🙂 było naprawdę pięknie. Jednak cały czas czułam, że Coma jest dość niepewna w tym co robi. Ciągłe rozglądanie się na zostawaniu dało nam 8,5 pkt, a odbiegnięcie ode mnie na przechodzeniu pomiędzy ćwiczeniami do pani która przykucnęła, bo robiła zdjęcia, poskutkowało minus 10 pkt 🙁 Chodzenie przy nodze bez smyczy dało nam 5,5 pkt. Ale ja jestem z tego chodzenia bardzo zadowolona! Coma od początku ćwiczenia była wpatrzona we mnie, a z tym w dużych rozproszeniach mamy zazwyczaj problem. Następnie przyszedł czas na przeszkodę którą jak wspomniałam zaczęłyśmy ćwiczyć dzień wcześniej i tutaj Was zaskoczę, nie wykonała jej 😉 zamiast przeskoczyć obiegła ją, ale żeby pokazać że potrafi to jak szłyśmy do kolejnego ćwiczenia, radośnie ją przeskoczyła 🙂 Największym zaskoczeniem dla mnie był aport, który jest Comy ulubionym ćwiczeniem z klasy 0 i który wykonuje pięknie. Niestety w Rzeszowie tego nie pokazała, brzydkie podebranie i zły chwyt (za boczek) obciął nam punkty dając w rezultacie i tak wysoką notę 8,5 pkt.

Nie wiem co czułam zaraz po starcie. Chyba odpuszczający stres nie pozwalał mi racjonalnie ocenić naszego występu. Pamiętam jednak, że jak zobaczyłam tablicę z wynikami to się lekko załamałam, poczułam jakby ktoś podciął mi skrzydła, że to przecież tak mało punktów, że słabo nam poszło, że tyle pracy przed nami…

Jednak jak już całkiem doszłam do siebie i zaczęłam wszystko po kolei analizować doszłam do wniosku, że nie było przecież źle, a nawet powiedziałabym, że było naprawdę dobrze, że zbyt dużo wymagam od siebie a przede wszystkim od Comy! Nikt poza mną, moimi najbliższymi i osobami z klubu nie wie jak wiele pracy, energii i ogromu ćwiczeń włożyłam w to, aby było tak jak jest! Jeszcze 2 lata temu nie byłam w stanie uczęszczać z Comą na treningi klubowe, a o tym żeby móc startować mogłam tylko pomarzyć. Stan emocjonalny mojej Wariatki nie pozwalał na zwykły, prosty zestaw ćwiczeń, a gdzie tu mówić o 10 minutach na zawodowym ringu, gdzie tak dużo się dzieje, gdzie bodźcowanie dla Comy jest tak ogromne, że suka często nie radzi sobie z samą sobą. Nagle stało się, startujemy, poznajemy swoje słabości, sprawdzamy reakcje na różnorakie sytuacje na ringu i poza nim. Jest cudownie! Mogę powolutku ale z ogromnymi postępami realizować swoje marzenia! 🙂 Treningowe zawody są po to, żeby dawać nam informacje zwrotne co i jak należy poprawić, a co kontynuować dalej tak jak jest i jak to powiedziała jedna z naszych trenerek (Lena pozdrawiamy:) ) start w zawodach nie jest WYROKIEM na temat naszych umiejętności, niezależnie, czy pójdzie „świetnie” czy „źle”. Dokładnie! Startujemy m.in. po to aby nauczyć się panować nad SWOIMI emocjami, bo ja ewidentnie mam z tym ogromny problem. Stres to jedno, a jakieś dziwne poczucie, że inni nas oceniają i krytykują to drugie. Trzeba nauczyć się nad tym wszystkim panować. I co najważniejsze należy nauczyć się BAWIĆ! Tak, treningowe przebiegi to przede wszystkim wspólna zabawa, pies ma mieć poczucie że doskonale się razem bawicie!

Podsumowując, pomimo dużo gorszego wyniku niż w Kielcach, uważam że poszło nam znacznie lepiej 🙂 Przepracowałyśmy troszkę wspólne przejścia, co było naszym priorytetem i wzmocniłyśmy w ich trakcie nagrodę socjalną co też uważam było bardzo trafne. Ale najważniejsze było to, że podczas całego przebiegu Coma nie jęczała! I to był nasz największy sukces!

Przed nami sporo pracy i jeszcze więcej opanowywania emocji – tym razem chyba nawet bardziej moich niż Comy 😉 ale się nie poddajemy i naładowane pozytywną energią już szykujemy się do kolejnego startu!

PS. Fotki niebawem!

Dodaj komentarz